Kompleks Gontowa to jeden z najbardziej niejednoznacznych fragmentów Riese, bo łączy wojskową historię, niedokończoną budowę i prawdziwą pustkę źródłową. W tym artykule wyjaśniam, czym były podziemia na Gontowej, jak powstawały, co dziś da się o nich powiedzieć z dużą pewnością i dlaczego właśnie tutaj tak łatwo o legendy. Dorzucam też praktyczny kontekst dla osób, które planują wyjazd w rejon Ludwikowic Kłodzkich i Sokolca.
Najważniejsze fakty o podziemiach na Gontowej
- To jeden z mniej znanych, ale bardzo ważnych elementów projektu Riese w Górach Sowich.
- Podziemia drążono od 1943 roku, a prace przerwano na początku 1945 roku.
- Obiekt wyróżnia się tym, że wykuto go w piaskowcu, czyli w skale znacznie mniej stabilnej niż w sąsiednich kompleksach Riese.
- W opracowaniach pojawiają się szacunki około 850 m długości wyrobisk, 2400 m² powierzchni i 7100 m³ kubatury.
- Część wejść jest zabezpieczona, a miejsce ma dziś status bardziej historyczny i eksploracyjny niż klasycznie turystyczny.
Gontowa w układzie Riese i dlaczego nie jest zwykłym kompleksem
Kompleks Gontowa wyróżnia się już samym położeniem. Leży w rejonie Ludwikowic Kłodzkich i Sokolca, na zboczach góry o wysokości 723 m n.p.m., a więc poza głównym „rdzeniem” najbardziej znanych obiektów Riese. To ważne, bo od razu pokazuje, że nie mamy tu do czynienia z przypadkowym wykopem, tylko z częścią większego, planowanego systemu podziemi.
Ja czytam Gontową przede wszystkim jako miejsce, w którym bardzo wyraźnie widać dwa światy naraz: wojskową ambicję III Rzeszy i realne ograniczenia terenu. Na powierzchni powstały głównie magazyny i budynki techniczne, a inne obiekty nie wyszły poza fundamenty. Pod ziemią skupiono się natomiast na drążeniu wyrobisk, co dziś sprawia, że właśnie tam trzeba szukać najważniejszych śladów historii.
W praktyce oznacza to, że nie oglądamy tu „gotowego” zabytku, lecz fragment przedsięwzięcia przerwanego w pół drogi. To prowadzi do kolejnego pytania: jak w ogóle udało się prowadzić takie roboty w miejscu, które geologicznie było dużo trudniejsze niż pozostałe kompleksy Riese?
Jak powstawały podziemia w piaskowcu
Budowę rozpoczęto w 1943 roku, a kluczową siłą roboczą byli więźniowie i robotnicy przymusowi związani z systemem Gross-Rosen. W praktyce oznaczało to nie tylko pośpiech, ale też skrajnie trudne warunki pracy: ciężki transport, słabą infrastrukturę i skałę, która przy każdym błędzie reagowała obrywem. To nie była budowa „na czysto”, tylko wyścig z czasem prowadzony w bardzo złym terenie.
Największą różnicę robi tu piaskowiec. Jest bardziej kruchy niż gnejsy, w których prowadzono prace w innych częściach Riese, więc wymagał ciągłego zabezpieczania wyrobisk. Dla laika to detal geologiczny, ale dla historii obiektu to sprawa kluczowa: w takim materiale szybciej pojawiają się zawały, a późniejsze odtworzenie planu prac staje się znacznie trudniejsze.
- drążenie w piaskowcu zwiększało ryzyko osuwania się stropu;
- każda zmiana projektu była kosztowna i technicznie uciążliwa;
- część śladów budowy po wojnie zniknęła pod gruzem albo w lesie;
- to tłumaczy, dlaczego Gontowa do dziś jest czytana bardziej z fragmentów niż z pełnej dokumentacji.
Prace przerwano na początku 1945 roku, więc obiekt został w stanie niedokończonym. To właśnie ten stan „zawieszenia” najmocniej wpływa dziś na odbiór miejsca. Z takiego punktu łatwiej przejść do konkretu: co naprawdę wiadomo o układzie sztolni, a co pozostaje tylko szacunkiem.

Co naprawdę wiadomo o układzie sztolni
Tu warto od razu odróżnić to, co da się potwierdzić, od tego, co tylko dobrze brzmi w opowieściach. Znane są cztery wejścia wykonane w czasie wojny, a sam układ dzieli się na dwa wyraźne poziomy. Górne sztolnie leżą po północnej stronie Gontowej, niższe są położone dalej i niżej, co sugeruje przynajmniej dwie fazy prac albo dwa powiązane zespoły robót.
| Element | Najpewniejsze ustalenie | Co to oznacza dla czytelnika |
|---|---|---|
| Położenie | Gontowa koło Ludwikowic Kłodzkich i Sokolca, na zboczach góry 723 m n.p.m. | To obiekt dobrze wpisany w krajobraz północnej części Gór Sowich. |
| Liczba wejść | Znane są cztery wojenne sztolnie. | To nie pojedynczy korytarz, ale układ kilku wyrobisk. |
| Górny poziom | Dwie sztolnie połączone krótkimi tunelami, z pomieszczeniami o większej wysokości. | Widać tu planowanie, a nie chaotyczne drążenie bez celu. |
| Dolny poziom | Dwie niżej położone sztolnie, oddalone od górnych o kilkaset metrów. | Sugeruje to rozbudowany, wieloetapowy projekt. |
| Skala | W opracowaniach pojawiają się szacunki ok. 850 m długości, 2400 m² powierzchni i 7100 m³ kubatury. | To obiekt średniej wielkości, ale o dużej złożoności technicznej. |
| Stan dzisiejszy | Część wejść jest odcięta lub sezonowo ograniczana. | Nie jest to miejsce do swobodnej penetracji. |
Dla mnie najciekawsze jest to, że nawet bez pełnej rekonstrukcji planu widać tu logikę wojskowego projektu: dwa poziomy, połączenia poprzeczne, miejsca wartownicze i większe hale. Nie wygląda to na przypadkowy zestaw korytarzy, tylko na obiekt, który miał swoją funkcję i kolejność realizacji. I właśnie ta niepełność otwiera drogę do legend.
Skąd biorą się legendy i spory o przeznaczenie obiektu
Najwięcej emocji budzi nie sama obecność sztolni, ale pytanie, po co je drążono. Po wojnie nie powstał pełny oficjalny opis obiektu, więc każde mocniejsze twierdzenie trzeba opierać na mapie, pomiarach albo dokumentach, a nie na samej opowieści z drugiej ręki. To ważne rozróżnienie, bo właśnie ono oddziela historię od sensacji.
- fakt: obiekt powstawał jako część Riese i był obsługiwany przez pracę przymusową;
- fakt: budowy nie ukończono;
- hipoteza: podziemia miały służyć konkretnej funkcji administracyjnej, produkcyjnej albo logistycznej;
- hipoteza: część wyrobisk mogła mieć charakter skrytki lub magazynu;
- częste nieporozumienie: im mniej widać w terenie, tym chętniej dopisuje się najbardziej widowiskowe scenariusze.
Ja traktuję te opowieści jako tło, nie jako cel sam w sobie. W Gontowej najbardziej wartościowe jest to, że można tu ćwiczyć krytyczne czytanie historii: odróżniać ślad budowy od interpretacji i legendę od dowodu. To z kolei prowadzi do pytania, jak podejść do samej wizyty, żeby nie zepsuć sobie ani bezpieczeństwa, ani odbioru miejsca.
Jak zwiedzać ten rejon rozsądnie i bezpiecznie
Na miejscu najlepiej działa prosta zasada: traktuj ten teren jak obiekt historyczny, a nie jak atrakcję do spontanicznego schodzenia pod ziemię. Część wejść bywa zabezpieczona, w niektórych okresach pojawiają się ograniczenia związane z ochroną nietoperzy, a same wyrobiska nie są równe ani „muzealne” w klasycznym sensie.
- zostań przy legalnie dostępnych punktach i oznaczonych ścieżkach;
- nie próbuj omijać krat ani wchodzić do nieoznaczonych otworów;
- weź mocne buty i cieplejszą warstwę, bo w terenie leśnym i przy wejściach jest zwykle chłodniej niż się wydaje;
- jeśli chcesz zejść głębiej w temat, wybierz wycieczkę prowadzoną przez kogoś, kto zna lokalną historię i realia zabezpieczeń;
- na sam rejon Gontowej ja rezerwuję co najmniej 1-2 godziny, a jeśli łączę go z innymi punktami Riese, planuję cały dzień.
To jest też dobre miejsce, by połączyć historię z krajobrazem. Wystarczy kilka kroków od właściwych sztolni, żeby zobaczyć, jak mocno teren wymuszał przebieg całego przedsięwzięcia. I właśnie w tym zestawieniu najlepiej widać, dlaczego Gontowa nie jest zwykłym punktem na mapie.
Dlaczego Gontowa zostaje w pamięci na dłużej niż inne ślady Riese
Na tle całego Riese kompleks Gontowa pokazuje najuczciwiej, czym był ten projekt: mieszanką ambicji, pracy przymusowej, trudnej geologii i przerwanej historii. Nie daje prostych odpowiedzi, ale daje coś cenniejszego dla turysty i pasjonata historii - możliwość zobaczenia, jak opowieść buduje się z fragmentów.
Jeśli planujesz wyjazd w Góry Sowie, warto spojrzeć na Gontową nie tylko jak na tajemnicę, lecz także jak na lekcję czytania terenu. Ślady po budowie, układ wlotów, zabezpieczenia i sam krajobraz mówią tu więcej niż najbardziej efektowne legendy. Dla mnie właśnie dlatego ta część Riese zostaje w pamięci na długo.